Kliknij tutaj --> 🥊 i wtedy wchodzi on cały na biało
Grzegorz Hyży zadebiutował w trzeciej edycji polskiego X-Factor. Od tamtej pory jego kariera rozwija się w błyskawicznym tempie. Ma na swoim koncie kilka hitów, takich jak: Wstaję czy Na chwilę, które zna cała Polska. Jego płyta Z całych sił pokryła się platyną.
I wtedy wchodzi on! Cały na biało Hizero mop bioniczny 4w1 Must have w każdym domu Myje,zamiata,wyciera, sam się czyści Umów się na bezpłatną i
1.2K views, 30 likes, 8 loves, 3 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Anna Tarnowska: I wtedy wchodzę ja, cała na biało Nowy projekt
Pływanie w kisielu II Wszyscy zapewne zetknęli się z powiedzonkiem zaczerpniętym z ballady śpiewanej przez Wojciecha Młynarskiego: „I wtedy wchodzi on, cały na biało…”. Skojarzenie jest jednoznaczne, niezbyt pozytywne, i chyba obce spin doktorom Donalda Tuska.
I wtedy wchodzi on - cały na biało W taką pogodę nie ma nic lepszego Pan Rabarbar jest już w butelkach, jutro rozwozimy. A już niebawem 2 nowe premiery ale o tym jeszcze cicho sza狼
Site De Rencontre Pour Arabe Gratuit. Moje pierwsze doświadczenia z internetem miałem… sam nie wiem, ile lat temu. Rzecz w tym, że miałem dość późno. Ominęły mnie czasy wydzwanianego internetu w Telekomunikacji Polskiej. Numer 0202122 znam bardziej z opowieści kolegów i wizyt w ich domach pod nieobecność swoją przygodę z siecią od stałego łącza, którego podłączenie do domu kosztowało około 1000 zł. Potem było trzeba płacić drogi abonament. Wi-Fi nie mieliśmy. Jak chcieliśmy mieć internet na drugim komputerze, to przepinaliśmy po prostu internetu się wtedy wchodziło. Planowało się korzystanie z komputera i planowało się wejście do sieci. Nierzadko uzgadniało jego czas z innymi lat później pojawiła się technologia 3G i internet mobilny zaczął mieć nieco więcej zastosowań. Nadal nie nadawał się do niczego sensownego, ale można było online sprawdzić rozkład autobusów albo wysłać komuś fotkę poszło już szybko. Przyszło LTE, przyszły smartfony i się zaczęło. Jedzenie zamawiane online. Rozmowy online. Relacje międzyludzkie online. Muzyka online. Zakupy online. Filmy online. Randki online. Seks online. Gry online. Znajomi online. Życie online. I to wszystko robimy teraz na urządzeniach, które mamy w kieszeniach. W dowolnym czasie. W dowolnym miejscu. I wtedy wchodzi on, cały na biało - telefon Mudita Pure Zanim jeszcze przejdę do opowiadania o telefonie, to powiedzmy sobie szczerze, dlaczego się tutaj zebraliśmy. Bo na pewno nie dlatego, że ktoś chce sprzedawać mały biały projekcie Mudita Pure słyszeliście, właśnie słyszycie, a zapewne jeszcze nie raz usłyszycie, bo stoi za nim Polak. Ale nie byle jaki Polak. Projekt Mudita powołał do życia Michał Kiciński - człowiek który zrobił wcześniej CD Projekt, dał światu sagę gier o Wiedźminie, robi Cyberpunka, stworzył itd. Rozumiecie już. Nadczłowiek. stronie firmy Mudita można obejrzeć ładne kilkunastominutowe wideo o Michale Kicińskim. Opowiada o Polsce z dawnych lat i o tym, jak sprzedając pirackie oprogramowanie, zarabiał w weekend więcej niż jego rodzice przez miesiąc. Później mamy krótką historię gier o Wiedźminie przeplataną kadrami, na których widzimy uścisk dłoni prezydenta Bronisława Komorowskiego. Potem mamy już Michała Kicińskiego chodzącego po śniegu, patrzącego na drzewa i medytującego w jakiejś wideo, można odnieść wrażenie i ja właśnie takie trochę odnoszę, że Michał Kiciński osiągnął w życiu już wszystko. Sukces finansowy jest niekwestionowany. Teraz Kiciński odsunął się w cień, zrobił sobie trochę wolnego od CD Projektu i postanowił wyciszyć telefon. Jednak jego iPhone ciągle wibrował i zachęcał go do polubienia zdjęć dziecka kolegi, dlatego postanowił kupić sobie jakiś prosty telefon. Wtedy zorientował się, że te podstawowe telefony to straszna padaka, więc powołał firmę, która zrobi (mu) fajny telefon. Kto bogatemu zabroni. Trochę sobie tu Pure to telefon, który będzie kosztował 369 dol. (1500 zł bez podatków itp.) i zadebiutuje w 2020 r. Byłbym zapomniał - Mudita Pure nie będzie miał może mieć telefon, który nie ma internetu? Całkiem niewiele/sporo funkcji (niepotrzebne skreślić).Mudita Pure potrafi obsługiwać rozmowy głosowe i wysłać wiadomości tekstowe. Ma notatki, kalendarz, budzik, odtwarzacz muzyki, bluetooth i dual SIM. No dobra, ale to ma każdy telefon z elektromarketu za jakieś 200 zł Pure wyróżnia się bardzo niskim współczynnikiem SAR (opatentowana antena), własnym systemem operacyjnym (lekki, prosty w obsłudze), minutnikiem do medytacji (jakby zwykły minutnik nie był do tego odpowiedni). Jest też ekran E Ink. To dość spory wyróżnik, ale też zapewne wada - poruszanie się po menu telefonu, pisanie wiadomości, przewijanie rozmów, itp. nie będzie się odbywało płynnie. Godząc się na te ustępstwa, dostaniemy akumulator pozwalający na 14 dni czuwania lub 5 dni normalnego ciekawych funkcji jest jeszcze fizyczny suwak, który przełącza między trybami: pełnej łączności,wyłączonych rozmów, ale okresowego sprawdzania wiadomości,odcięcia się do komunikacji. No i z tym brakiem internetu w telefonie Mudita Pure to jest tak trochę dziwnie. Telefon nie pozwala korzystać z internetu, żeby nie rozpraszać użytkownika. Ale urządzenie korzysta z sieci, żeby pobierać aktualizacje bezpieczeństwa i tę sieć można bezprzewodowo podpiąć do laptopa. Wtedy Mudita Pure działa w trybie ten tekst, mam w głowie masę pytań. Dlaczego tak drogo? Kto to kupi? Czy to ma sens? Czy nie lepiej po prostu odinstalować Facebooka, Instagrama i inne aplikacje, które sprawiają, że nie potrafimy „cieszyć się życiem”.Na niektóre pytania odpowiedzi przychodzą same. Już teraz na koncie zbiórki na Kickstarterze, w trakcie której planowano zebrać 100 tys. dol., jest ponad 180 tys. dol. Znaczy, że ktoś doceniam fakt, że Michał Kiciński - ktoś, kto ma pieniądze i możliwości - wkłada wysiłek w to, żeby ujarzmić technologię. Aby sprawić, że ludzie zaczną z niej właściwie korzystać. Że przestaniemy być zakładnikami smartfonów, których możliwościami się zachłysnęliśmy. Że odzyskamy kontrolę nad życiem i zastanowimy się nad tym, co w życiu jest jest tutaj, iż taki projekt powołał właśnie Michał Kiciński. Człowiek, który sprawił, że dziesiątki milionów ludzi na całym świecie zmarnowało/wykorzystało (niepotrzebne skreślić) dziesiątki lub setki godzin na graniu w gry. Kiciński opowiada w swoim wideo o tym, jak medytacja zmieniła jego życie. Mówi, że stał się nowym człowiekiem. I teraz ten nowy człowiek, próbuje dać nam wskazówki, jak być może powinniśmy żyć. To piękna można jednak zapominać, że Wiedźmin zarobił olbrzymie pieniądze. Nie chcę zaglądać Michałowi Kicińskiemu do portfela, ale na potrzeby tego teksu zakładam, że jest wielce prawdopodobne, że nie będzie musiał pracować do końca życia. Jego rodzina również. Będąc w takiej sytuacji, łatwo jest wyrzucić smartfona i powiedzieć bliskim, żeby od teraz tylko pisali lub dzwonili. Tymczasem zwykli ludzie potrzebują smartfona, bo mail od szefa, bo komunikator, bo bo Tinder, bo zdjęcia dziecka, bo rozkład autobusów, bo Uber, bo coś. Sami trzeba sprzedać takich telefoników, żeby lata pracy nad produktem się zwróciły? Czy konieczna była tak wysoka cena? Dla kogo właściwie jest to telefon?Na te pytania postaramy się już niebawem uzyskać odpowiedzi od osób odpowiedzialnych za projekt. Jesteśmy umówieni na wywiad.
Czytelnicy zwierza przestępują z nóżki na nóżkę bo mijają kolejne tygodnie a zwierz milczy o odcinkach Doktora, mimo, że obiecał że będzie donosił na bieżąco, co tam u Władcy Czasu. Zwierz przyzna szczerze — na odkładanie tego postu w czasie miały wpływ dwa czynniki. Pierwszy — mieliśmy do czynienia z historią podzieloną na trzy odcinki i zwierz chciał zobaczyć ją do końca zanim cokolwiek oceni. Po drugie — zwierz nie będzie ukrywał — Moffatowa fabuła niekoniecznie skradła jego serce. No ale skoro obiecał to pisze. SPOILERY Zacznijmy od tego, że Zwierz odkrył, że jednak mimo wszystko nie lubi kiedy Doktor jest takim pomieszaniem wątków z powieści Dana Browna z rozciąganym do granic możliwości wspólnym wątkiem sezonu. O ile zwierz był wiele w stanie wybaczyć luźnym pojedynczym odcinkom tego sezonu to kiedy Moffat powrócił do swojego “To jeden wielki plan!” zwierz poczuł lekkie znużenie. Podobne do tego które towarzyszyło mu przy oglądaniu serialu w zeszłym sezonie. Jakby jasne, Moffat ma swoich fanów, ale o jednak nie jest coś co bardzo zwierza bawi. Nie znaczy to jednak że nie było w tej fabule kilku niezłych momentów. Był też wielki recykling pomysłów które pojawiły się już wcześniej. Zwierz wie, że to taka trochę zdarta płyta ale to był taki typowy moffatowy story arc Jakich pomysłów? Chociażby jedno wielkie zagrożenie — Mnisi to zdaniem zwierza — takie trochę popłuczyny po Ciszach, albo po prostu potwory z tej samej parafii. Mamy więc element, który Moffat lubi tzn. nic nie jest takie jak się wydaje i potwory są wszędzie (tu Mnisi robią symulację życia na ziemi, Cisze wypisywały się z historii, Weeping Angels spoglądają na nas ze wszystkich anielskich zdobień na budynkach). Po drugie — sam wygląd Mnichów bardzo przypominał zwierzowi pomysł z Ciszami tzn. bierzemy coś co wygląda trochę ludzko i przestawiamy coś w rysach twarzy czy proporcjach by wyszło tak jakoś strasznie. Do tego Mnisi są zorganizowani — czym ponownie przypominają Cisze. Jacy jednak Mnisi nie są? Zdaniem zwierza — zupełnie nie są straszni. To tacy przeciwnicy którzy nie za bardzo budzą grozę. Coś co udało się Moffatowi ze dwa razy — stworzenie potworów które rzeczywiście sprawią że skóra ścierpnie widzom tu nie wypaliło. Mnisi to tacy przeciwnicy o których można szybko zapomnieć. Od emisji ich ostatniego odcinka minął ponad tydzień i najstraszniejsza rzecz jaką zwierz potrafi o nich powiedzieć, to że z jakiegoś powodu nie lubią ludzi w kolorowych ciuchach. Mnisi jako ci źli są w sumie bardzo nudni i trochę powtarzalni Druga sprawa — to słabość Moffata do dodawania do swoich fabuł postaci ze świata trochę zewnętrznego dla Doktora. Pamiętacie jak kilka lat temu sięgnął po Nixona. To był całkiem fajny pomysł — postać historyczna ale też — dowcip bo ze wszystkich prezydentów Stanów Zjednoczonych Doktor musiał udzielać pomocy temu, który współcześnie cieszył się najgorszą sławą. W trzech odcinkach które nam właśnie zaprezentowano Doktor spotyka się z Papieżem. I słuchajcie to wygląda tak — scena w której dwie dziewczyny — trochę jeszcze speszone, bo to pierwsza randka — siedzą razem w kuchni do której nagle wchodzi papież, jest naprawdę zabawna. Trochę na zasadzie “Wszystkie rzeczy które mogą pójść źle na pierwszej randce”. Ale jednocześnie — poza tym dowcipem “a wtedy wchodzi papież” Moffat nie ma pomysłu ani ochoty cokolwiek z tą postacią robić. I zwierz za tym nie przepada. Podobnie jak nie przepada za pomysłami niczym z fabuły Dana Browna. Może dlatego, że w sumie nie ma w tym nic szczególnie zabawnego kiedy robi to Dan Brown i nie ma dużo więcej zabawnego kiedy starożytne teksty (w takim pop wydaniu) czyta Doktor. Przy czym w ogóle cały wątek tego starożytnego tekstu itp. był taki — trudno powiedzieć ale w sumie moim zdaniem — sprawę można byłoby rozwiązać w kilkanaście minut zamiast zmuszać bohaterów do biegania przez pół odcinka. Ale może zwierz zaczyna tracić po prostu cierpliwość do takich wątków. Zdaniem zwierza cała trylogia dużo by zyskała na tym gdyby pierwszy odcinek był krótszy Podobnie — to już ostatni z większych problemów — zwierz jakoś ma poczucie, że ta piramida na końcu świata jest pomysłem trochę już pozbawionym świeżości (tu zwierz mówi o drugim odcinku z trzech w tej mini serii). To pomysł który bardzo przypomina scenariusze takie jak “astronauta tam gdzie nie powinno go być”. Ponownie to taki bardzo Moffatowy pomysł — bierzemy coś co jest dość dobrze rozpoznawalne i stawiamy to w miejscu gdzie absolutnie nie powinno się pojawić. Ostatecznie sama piramida nie jest ani straszna ani bardzo ciekawa i służy — jak bardzo często w odcinkach Moffata — żeby coś dobrze brzmiało w jednej czy w drugiej kwestii w odcinku. Zresztą zwierz ma wrażenie, że Moffat ma jakąś słabość do Piramid bo to już drugi raz w ostatnich latach kiedy piramida pojawia się w świecie Doktora. Jasne recykling pomysłów nie jest zabroniony ale jakoś zwierz miał poczucie, że to co ogląda jest taką dużą powtórką z rozrywki. Zwłaszcza, że zwierz musi wam szczerze przyznać, że np. nienawidzi wątku w którym Doktor jest prezydentem Ziemi i uważa go za jeden z gorszych pomysłów Moffata. No i jeszcze jedna sprawa — czy Moffat mógłby już odłożyć na bok River Song? Jasne to jego postać i zwierz rozumie, że scenarzysta ją lubi ale jednak po jej ostatnim odcinku należałoby przestać. Zwierz lubi River ale ma trochę dość, że to taka postać, która nawet jak jej w odcinku nie ma to musi się pojawić. Drugi odcinek jest lepszy choć zwierz też ma problemy z niektórymi elementami No dobrze ale przejdźmy do nieco bardziej uporządkowanych refleksji. Otóż w ogóle cała historia wydała się zwierzowi nieco nadmiernie rozciągnięta. I to niekoniecznie w tych momentach w których powinna. Pierwszy odcinek — z Papieżem i całym zamieszaniem o Veritas chyba najbardziej zwierza znużył. Być może dlatego, że miał być taką wciągającą historią a la Dan Brown ale w sumie było to trochę nudnawe. Zwłaszcza że Moffat musiał zrobić jakiś wielki plot twist, który przynajmniej na zwierzu nie zrobił wielkiego wrażenia. Co więcej, to jeden z tych odcinków w których Doktor ma mnóstwo do zrobienia więc w sumie mimo ciągłego budowania napięcia nie ma miejsca by Doktor był Doktorem — jest za to dużo biegania i straszenia potworem w mroku. Do tego już w pierwszym odcinku widać to co się pojawia w tych trzech — Moffat trzyma Bill najczęściej z dala od Doktora co niekoniecznie jest dobrym wyjściem. Ogólnie zwierz ma wrażenie — może już paranoiczne — że Moffat nie umie pisać Bill tak dobrze jak inni scenarzyści tego sezonu. Przy czym zwierza chyba najbardziej zirytowało, że ten pierwszy odcinek był tak niesamowicie niesamodzielny, że w sumie nie za bardzo można go nawet ocenić nie znając całej historii. Zdecydowanie lepiej wypadł odcinek o Piramidzie na końcu świata. Choć zwierz wspomniał, że zawierał on elementy których nie jestem fanką (Doktor jako prezydent Ziemi to taki głupiutki pomysł) to jednak miał naprawdę fajny wątek z laboratorium w którym ktoś popełnił pomyłkę. Cały ten fragment gdzie Doktor wraz z badaczką z laboratorium próbują znaleźć rozwiązanie jak nie zarazić całej ziemi straszliwą bakterią ogląda się naprawdę super — łącznie z tym że bardzo dobrze wykorzystano kontuzję Doktora — prosty pomysł a jednak zdał egzamin. Tak więc drugi odcinek w sumie jest najlepszy — łącznie z decyzją którą musi podjąć Bill — co przynajmniej zwierzowi przypomniało dawne dylematy towarzyszek Doktora. Zdecydowanie najlepsze w drugim odcinku są fragmenty w laboratorium Największy problem zwierz ma z odcinkiem trzecim. Po pierwsze — trochę za mało czasu spędzamy w tej alternatywnej wizji historii przepisanej przez Mnichów. Zdaniem zwierza skoro buduje się przez dwa odcinki napięcie to jeden w którym lepiej zobaczylibyśmy co to znaczy żyć pod reżimem Mnichów byłby zdecydowanie na plus. Inna sprawa — ta alternatywna Anglia jest taka wtórna — łącznie z tym że wszyscy są smutni więc chodzą w ciemnych ciuchach. Nawet pomysł z wykorzystaniem Doktora jako głównego propagandzisty Mnichów i ich wersji historii wypadł blado — głównie dlatego, że został zbyt szybko rozwiązany (podobnie jak niepotrzebny już problem ślepoty Doktora). Jednak największy zawód zwierza związany jest z obecnością Missy w całym tym zamieszaniu. Jeśli trzyma się kogoś za zamkniętymi drzwiami niemal przez cały sezon to wypadałoby go jakoś lepiej użyć. I jasne — Michelle Gomez gra Missty doskonale (zwierz nadal jest trochę zawiedziony tym że to w sumie tak niewykorzystana postać) ale jednak zwierz był zawiedziony jej obecnością w odcinku. Spodziewał się chyba czegoś więcej. Na sam koniec — po tych trzech odcinkach, pokonanie Mnichów okazało się trochę za łatwe — zwierz w ogóle ma problem z tym zakończeniem — trochę wyciągniętym z kapelusza, choć bardzo Moffatowym. Wątek z Doktorem wspierającym Mnichów sprawia wrażenie jakby napisano go głównie po o by dobrze wypadł w trailerach Zwierz powie wam szczerze, gdyby przyciąć te odcinki w różnych miejscach. Być może zatrzymać Missy żeby ujawniła się nieco dalej w sezonie. Może gdyby np. skrócić pierwszy odcinek do maksimum i dorzucić do niego okrojoną fabułę drugiego a w trzecim poświęcić więcej czasu na wizję świata pod władaniem Mnichów. Zdaniem zwierza byłoby wtedy lepiej a na pewno nie można by odnieść wrażenia, że scenarzyści bardzo budują napięcie tylko po to by ostatecznie wszystko rozwiązało się tak szybko i przynajmniej zdaniem zwierza bezbarwnie. Do tego o ile jeszcze Doktor ma w tych trzech odcinkach niezłe sceny o tyle zwierz odniósł wrażenie, że Bill jest wyjątkowo słabo napisana. Za mało jej, traci trochę swojego charakteru i w takim kształcie w jakim ją znamy i lubimy wraca dopiero pod koniec trzeciego odcinka — kiedy już wszystko się właściwie skończyło. To może być oczywiście bardzo subiektywne ale zwierz miał wrażenie jakby towarzyszka zamiast być na pierwszym planie trochę błąka się w tle. Nawet pod koniec historii gdzie jest kluczowa zwierz nie poczuł by twórcy umieli to dobrze napisać. Pomysł z tym nieistniejącym wspomnieniem o matce był dobry choć trochę szkoda że nie wprowadzono tego wcześniej w odcinkach — nadałoby to pewnie całości jakiegoś ciężaru. Zwierz jest chyba najbardziej rozczarowany tym jak niewykorzystaną postacią okazała się jak na razie Missy Ostatecznie zwierz nie będzie ukrywał, że całe zamieszanie z Mnichami trochę go znużyło. Były niezłe pomysły i całkiem niezłe dialogi ale w sumie była to taka typowa historia Moffata — długie rozbudzanie oczekiwań, cliffhangery, paradoksy, projekcje i złudzenia a na sam koniec jak zwykle zakończenie nieco zawodzi. Zwłaszcza że ponownie — Moffat przeskakuje tutaj od Bill która sobie radośnie podróżuje z Doktorem do Bill która musi decydować o losach całej Ziemi. Jakoś ten ciężar podróży z Doktorem nie został chyba dobrze rozłożony tzn. Bill wciąż jest dość nowa i wypadałoby jej dać jeszcze trochę beztroski. W każdym razie zwierz przyzna szczerze — być może ta historia by go nieco bardziej zdenerwowała czy obeszła gdyby Moffat miał pisać kolejny sezon. Na całe szczęście dostał tylko potwierdzenie, że informację o zmianie głównego scenarzysty należy przyjąć jako dobry znak dla przyszłości Doktora. Nawet jeśli oznacza to, że będzie to trochę inny serial (bo tak wskazują pierwsze doniesienia). Zwierz jest tego dużo bardziej ciekawy niż nowych pozornie zagmatwanych scenariuszy Moffata. Ps: Zwierz oczywiście ma do napisania o jeszcze jednym odcinku Doktora o czym dobrze pamięta :)
moda Kim Kardashian, Billie Eilish, Blake Lively na gali MET 2022 [dużo zdjęć] Opublikowano 3 miesiące temuw dniu 3 maja 2022 MET Gala 2022 za nami! Obejrzyjcie najciekawsze kreacje gwiazd! Co roku w Metropolitan Museum of Arts w Nowym Jorku odbywa się Gala MET, czyli jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie mody. Impreza zawsze odbywa się pod hasłem przewodnim, tym razem było to “W Ameryce: Antologia Mody”, a dokładnie “Gilded Glamor and White Tie”, które odnosiło się do końca XIX wieku, złotego okresu między 1870 a 1900 rokiem. Innymi słowy bogactwo, nadmiar i sława. HOT NEWS- Marcin Hakiel ostro reaguje na krytykę swojego wywiadu w “Mieście kobiet” Prestiżowe wydarzenie co roku gromadzi śmietankę towarzyską, która wybiera na wieczór wymyśle kreacje. W tym roku szczególne wrażenie zrobiła Kim Kardashian, która założyła oryginalną sukienkę Marilyn Monroe. Dokładnie w tej sukni, zwanej “nagą”, aktorka śpiewała “Happy Birthday” prezydentowi John F. Kennedy’emu. Z kolei Blake Lively wprawiła wszystkich w zaskoczenie, gdy w sekundzie jej kreacja zmieniła kolor z pomarańczowego na błękitny. Pojawiły się głosy, że w tym roku wielu gości nie trzymało się hasła przewodniego, a część z ich strojów było nudnych. Na czerwonym dywanie pojawili się Naomi Campbell, Jesstica Chastain, siostry Hadid, Hailey Biebier, Nicki Minaj, Billie Eilish, Cardi B, Lizzo, Gwen Stefani, Hillay Clinton, Kylie Jenner, Sarah Jessica Parker, Glenn Close, Pete Davidson, Khloe Kardashian, Kourtney Kardashian i Travis Barker, Jared Leto, Olivia Rodrigo, Kaia Gerber, Lizzo czy Michelle Yeoh. Obejrzyjcie zdjęcia kreacji gwiazd! Jak Wam się podobają? ZOBACZ RÓWNIEŻ- Agnieszka Hekiert o aferze Wiśniewski kontra Pisarek – od tego się zaczęło! AW moda Biżuteria na Walentynki – w prezencie lub dla samej siebie Opublikowano 6 miesięcy temuw dniu 12 lutego 2022 14 lutego zbliża się wielkimi krokami! Jeśli oprócz tradycyjnej walentynki chcielibyście podarować bliskiej kobiecie coś więcej, dobrym wyborem może okazać się biżuteria, od lat zajmująca pierwsze miejsce w kategorii najlepszych i najbardziej trafionych upominków dla Pań. W biżuterii tkwi pewna magia, która potrafi podbić urodę kobiety i piękno stylizacji, którą ma na sobie. Jak twierdził Alessandro Michele, dyrektor kreatywny Gucci: W biżuterii nie ma nic rewolucyjnego. Rewolucyjne jest to, jak ją nosimy. Dopiero łącząc rozmaite elementy, formy, style tworzymy nowy język Walentynki kojarzą nam się głównie z czerwienią i różem, a także… motywem serduszek! Wie o tym polska marka biżuteryjna MAQTT, proponująca nam pozłacane naszyjniki i kolczyki z romantycznymi motywami. Przed zakupem biżuterii warto jednak wiedzieć, który jej typ najlepiej podkreśli urodę tej, która ją założy. Długie kolczyki – z czym je nosić i czy każdemu pasują? Podłużne kolczyki zdecydowanie dodają pazura i seksapilu, idealnie dopełniając całość stylizacji. Nic dziwnego – to bardzo wyrazisty typ biżuterii. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że nie każda kobieta może czuć się w nich dobrze. Takie kolczyki idealnie wpasują się w charakter kobiet nieco pewniejszych siebie. Czy same cechy charakteru wystarczą, aby idealnie dobrać biżuterię? Oczywiście, że nie! Zadaniem podłużnych kolczyków jest przede wszystkim wysmuklenie i wydłużenie twarzy. Ze względu na to powinny sięgnąć po nie posiadaczki twarzy okrągłych, trójkątnych, a także owalnych. I nie zapomnijcie o najważniejszym – ten typ kolczyków powinien grać pierwsze skrzypce w Waszej stylizacji, dlatego nie przesadzajcie z nadmierną ilością innej biżuterii. Koniecznie przyjrzyjcie się przedłużanym kolczykom od MAQTT, z motywem subtelnej blaszki i serca. Kolczyki sztyfty – must have każdej kobiety! MAQTT nie zapomina również o typie kolczyków pasujących każdej kobiecie. Mowa o delikatnych kolczykach zwanych również ,,sztyftami”. Ich zaletą jest nie tylko to, że pasują każdej kobiecie, ale również to, że idealnie dopełnią każdą naszą stylizację. A przecież do szkoły, pracy lub na uczelnię chodzimy znacznie częściej niż na uroczysty bankiet, prawda? W asortymencie sklepu biżuteryjnego MAQTT znajdziecie przepiękne, delikatne kolczyki z motywem serc. Jeden z projektów zawiera również subtelne diamenciki Swarovskiego! Tego typu kolczyki dopełnią bardziej elegancką stylizację, nadając Waszym twarzom błysku i elegancji. Walentynkowe naszyjniki – strzał w dziesiątkę dla wszystkich Jeśli szukacie biżuterii na prezent, ale nie jesteście pewni, jaki typ twarzy posiada Wasza miłość lub chcecie sprawić prezent samej sobie, ale tu również pojawia się jakiś problem, sięgnijcie po absolutny pewnik – naszyjnik! Ten rodzaj biżuterii zawsze jest strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? Taki prezent przyda się każdej kobiecie! Tak jak w przypadku kolczyków, MAQTT proponuje nam kilka projektów naszyjników z motywem serc i nieskończoności. W sklepie znajdziecie tradycyjne naszyjniki, celebrytki, a nawet walentynkowy upominek dla mamy. Bo kto powiedział, że Walentynki muszą oznaczać miłość romantyczną? Tego dnia okażmy bliskim, jak wielkim uczuciem ich darzymy. moda Sylwia Madeńska i ,,Oreo’’ zawsze razem – dzięki biżuterii MAQTT? Opublikowano 7 miesięcy temuw dniu 23 grudnia 2021 Nie tak dawno obserwowaliśmy instagramową batalię Sylwii Madeńskiej i Mikołaja Jędruszczaka. Zwycięzcy programu ,,Love Island. Wyspa miłości’’ walczyli ze sobą o… ukochanego psa “Oreo”. Na początku października Sylwia Madeńska przekazała fanom, że ukochana suczka ,,Oreo’’ została przywłaszczona przez jej ex – Mikołaja Jędruszczaka. Jak relacjonowała, chłopak poprosił ją o udostępnienie psa na noc, na co godziła się już w przeszłości. Jedynym warunkiem było przywiezienie czworonożnego przyjaciela następnego dnia. Jak pamiętamy, tak jednak się nie stało. Niestety tak oto rozpętała się burza. Mikołaj nie oddał psa. Zamiast tego wrzucił zdjęcie z ,,Oreo’’, podpisując je następującymi słowami: ,,perfekcyjna niedziela z moją miłością’’. Ten ruch wywołał natychmiastową reakcję zdegustowanych fanów. Dlatego też Mikołaj zablokował możliwość komentowania zdjęcia. HOT NEWS- Uczestniczki Hotelu Paradise pokochały biżuterię Maqtt! Ostatni spacer z psem Niedługo później Mikołaj przyznał, że ma pełne prawa do psa, bo jest jego współwłaścicielem. Instagramowa przepychanka słowna trwała w najlepsze, aż doszło do pewnego przełomu w sprawie. Gdy pewnego razu tenisista wybrał się z psem na rutynowy spacer, suczka została mu “odbita”. W akcji miała brać udział grupa ludzi, która finalnie odebrała ,,Oreo’’ Jędruszczakowi podszywając się pod Policję. ,,Odzyskałam swoją psinkę kochaną’’ W tym samym czasie Sylwia wrzuciła na Instagrama zdjęcie z ,,Oreo’’, zrobione pod komisariatem policji. Fakt ten nie umknął zdezorientowanym fanom. Sytuacja wywołała pytanie – kto jest winny? Jędruszczak zapowiedział, że porywacze poniosą konsekwencje swego czynu. Aby lepiej przedstawić sytuację, nagrał nawet kilkunastominutowy filmik, w którym wyjaśnił historię konfliktu i uzasadnienie swoich praw do psa. HOT NEWS- Doda w seksownej sesji – nie uwierzysz co zrobiła z biżuterią MAQTT Przyjaciółki znowu nierozłączne Cała sytuacja bez wątpienia odbiła się nie tyle na Sylwii i Mikołaju, ale na samej suczce ,,Oreo’’. Była uczestniczka ,,Love Island. Wyspy miłości’’ jest wrażliwa na punkcie zwierząt, dlatego stara się, aby jej kudłatej pociesze żyło się jak najlepiej. Niestety, ,,Oreo’’ nie zawsze może być przy swojej Pani. Jak wybrnęła z tego Sylwia? Oczywiście – jak zawsze z klasą. Jakiś czas temu dziewczyna podzieliła się w swoich social mediach nowym zdjęciem. Co przyciągnęło naszą uwagę? Naszyjnik od marki biżuteryjnej MAQTT z psią łapką! Z pomocą biżuterii możemy trzymać blisko wszystkich, których kochamy i do tego – dodać elegancji swojej stylizacji. Znaleźliśmy dla Was ten konkretny produkt zamieszczając go poniżej. HOT NEWS – Dziewczyny z Big Brother na luksusowej imprezie – pochwaliły się prezentami od MAQTT fot. screen z Instagram @sylwia_madenska_official moda Tej jesieni postaw na biżuterię! Jak ją dobrać radzi SkinTherapy22 Opublikowano 8 miesięcy temuw dniu 17 listopada 2021 Jesień trwa w najlepsze! Część z nas zastanawia się, czy ta piękna – ale równocześnie kapryśna pora roku pozwoli nam w tym na sesje zdjęciowe. Może będą one z kolorowymi liśćmi, czy też wraz z wiatrem i deszczem zamknie nas w domach. Bez względu na to, jaką aurę nam zafunduje, warto mieć pomysł na codzienne stylizacje i tchnąć w nie odrobinę elegancji! Skorzystaj z rad blogerki modowej! Jesień sprzyja pochmurnej aurze nie tylko zewnątrz. Bardzo często to, co jest za oknem, przekłada się na wygląd naszej stylizacji. Jeśli macie ochotę na modowe eksperymenty, ale brak Wam inspiracji, z pomocą nadciąga szereg vlogerek, w tym SkinTherapy22, podpowiadająca jak łączyć luźne, basicowe stylówki z wszelkiego rodzaju biżuterią. Mało tego! Vlogerka częstuje nas kodem rabatowym na -20% na biżuterię od firmy MAQTT! Pędźcie więc do filmiku na kanale SkinTherapy22, bo takie okazje nie zdarzają się często i co najważniejsze – przejrzyjcie swoje szafy, szukając basicowych ciuchów, stanowiących niezbędny element damskiej garderoby. Biżuteria – dodatek do każdej stylizacji Jeśli przewertowałaś już swoje ubraniowe zbiory albo właśnie wróciłaś z centrum handlowego/lumpeksu, czas na drugi must have, czyli biżuterię, która powinna znaleźć się na Tobie zawsze wtedy, gdy chcesz nadać sobie kobiecości i rozświetlić swój look. Mylisz się sądząc, że kolczyki i naszyjniki pasują ci tylko, gdy masz na sobie długą suknię – błąd! Vlogerka podpowiada, jak zestawić naszyjniki i kolczyki, aby osiągnąć efekt doskonały. Z resztą, SkinTherapy22 nie musi nawet zbyt wiele mówić. Swoją luźną stylizacją i idealnie dobranymi błyskotkami robi tej teorii najlepszą reklamę. Zakup biżuterię taniej – łap kod zniżkowy! Zainspiruj się i sprawdź, jak łączyć ze sobą biżuterię, aby nie przesadzić i jak odświeżyć każdy, nawet z pozoru najbardziej nudny look! Wykorzystaj rabat na -20% na zakupy biżuterii w MAQTT i olśnij samą siebie! Jesteśmy pewni, że pokochasz swój nowy, elegancki image, który na pewno nie zostanie niezauważony przez twoich bliskich. Przecież klasyka, elegancja i biżuteria to trzy nieśmiertelne siostry, które nigdy nie znudzą się światu mody. This error message is only visible to WordPress adminsError: No connected account. Please go to the Instagram Feed settings page to connect an account.
Poprzedni Następny I wtedy wchodzi on, cały na biało, Ja-ro-sław! Ja-ro-sław! 0 27 Kopiuj link
Kiedyś szef firmy, w której prowadziłam coaching menedżerski zapytał mnie: „Monika, czy z każdej osoby potrafisz zrobić menedżera?" Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam pytaniem: "Pytasz mnie, czego w aspekcie zarządzania może nauczyć się pracownik, by zostać szefem? Czy też zastanawiasz się, na ile w byciu skutecznym menedżerem rolę odgrywa edukacja, rozwój, szkolenia, a na ile cechy osobiste, osobowość, charakter?" Na jego właściwie pytanie odpowiedziałam później, zgodnie z perspektywą, którą wówczas miałam: "Nie, bo nie każdy chce zostać szefem. Po prostu." Wtedy nie zastanawiałam się dłużej nad moją spontaniczną odpowiedzią, ale teraz przykuła moją uwagę wewnętrzna motywacja człowieka. Bo przecież tak naprawdę to świetne pytania! Zaczęłam się nad nimi głębiej zastanawiać, przez lata zbierając obserwacje i doświadczenia. Czy każdy może być szefem? Jakie umiejętności są kluczowe? Czemu jeden rodzi się liderem a drugi musi chodzić do szkoły, by się tego nauczyć? A teraz dystansując się trochę do tego wstępu, chcę podzielić się z Wami jednym z moich ćwiczeń. Podczas coachingu menedżerskiego daję takie oto zadanie: przypomnij sobie co najmniej pięć zachowań swojego szefa w sytuacjach kryzysowych. Takich, wiesz, naprawdę trudnych momentów z życia firmy: ktoś czegoś nie zrobił na czas, wydarzyło się coś złego z kontrahentem, jakaś reklamacja, porażka, coś się zdecydowanie nie udało. Pytań jest kilka: co robił wtedy Twój szef - czy był obecny?, jak reagował?jakie padały kluczowe sformułowania?kto był świadkiem sytuacji?jakie strony były zaangażowane?jaką postawę szefa wtedy zapamiętałaś? I nie, nie chodzi mi teraz, żeby pisać reklamacje do przeszłości, ani też ujawniać swoje wyrzuty do dawnego szefa pt. „Jak mogłeś?”. Teraz nie czas na spóźnione żale, czy zadawnione pretensje. Zupełnie nie na tym mi zależy. Potraktuj to jako studium przypadku. Włącz program "Czysta obserwacja". Potrzebujesz takiego doświadczenia, by zauważyć coś, co być może kiedyś, wcześniej było niedostępne… Przepraszam, jeśli niechcący przywołasz jakieś dla siebie trudniejsze momenty, ale to ważne - chcę tylko zwrócić Twoją uwagę na SPOSÓB REAGOWANIA. Ta sytuacja już przeminęła, a teraz możesz spojrzeć na nią z dystansem, Zauważyć, co tak naprawdę się wydarzyło i jakie były jej emocjonalne okoliczności. Zapisz sobie emocje każdej ze stron i towarzyszące im komunikaty. Zobacz, co było w tej sytuacji wspierające, a co ograniczające. Czy już wiesz, w którym kierunku podążamy? Duża wpadka, wielkie zaskoczenie Na jednym z warsztatów uczestniczka, sama będąc menedżerem, opowiadała mi, jakie przeżyła zaskoczenie reakcją swojego szefa na kompletnie podbramkową sytuację, w której okazało się, że nie przywieziono obiecanych kalendarzy na czas, a to był element prezentów dla gości. Cała w stresie informuje o tym swojego przełożonego, a on, nie tracąc zimnej krwi ani też czasu na dociekanie, kto jest temu winny, powiedział: "Dobrze, to jakie są możliwe rozwiązania?". Moja rozmówczyni była absolutnie pozytywnie zaskoczona takim podejściem. Mogę się tylko domyślać, że była przyzwyczajona do innych, bardziej negatywnych reakcji. I tak, to jest modelowy przykład coachingowego stylu zarządzania, który najbardziej wspiera i rozwija inteligencję emocjonalną. Zgodzisz się? Czym jest inteligencja emocjonalna? Podaję definicję za Wikipedią: „Inteligencja emocjonalna, inaczej emotional intelligence, EI – kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób, jak też zdolności używania własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych osób.” Ha! Mamy to. Sama teraz zobacz, jak ważne są nasze osobiste kompetencje, które możemy rozwijać, wzmacniać, uważnie im się przyglądać, analizować efekty, sprawdzać, na ile jesteśmy w nich skuteczne i na ile one nam pomagają być skuteczną liderką. Skoro inteligencja emocjonalna obejmuje także sposób reagowania na stresujące sytuacje w pracy, to można sobie wyobrazić jak wiele jest ich na co dzień, i jak bardzo umiejętności reagowania, komunikowania, empatii, zrozumienia i wyrażania siebie przydają się w zarządzaniu. 7 wskazówek, dzięki którym możesz sprawdzić swoją inteligencję emocjonalną: 1/ ważne, żeby mieć zdrowe podejście do własnego ego; takie zdrowe ja, i nie brać wszystkiego tak bardzo do siebie. Nadwrażliwość emocjonalna w obronie własnego ja niestety obnaża kompleksy, a po co Ci to; 2/ odważnie przyznajesz się do błędu albo że czegoś nie wiesz, jesteś szefową a nie ekspertem od wszystkiego! Nie sztorcujesz się wewnętrznie ani nie zalewasz się poczuciem winy. Jesteś liderem, nie musisz być guru; 3/ przestajesz szukać winnych, zamiast tego szukasz rozwiązań i inspirujesz do tego innych; 4/ spokojnie bierzesz na klatę cudze żale, ataki, krytykę, niezadowolenie. Potrafisz zapanować nad swoimi emocjami. Reagujesz spokojnie i adekwatnie, stosownie do sytuacji, do swojej pozycji, bez tracenia „twarzy”; 5/ jesteś odporna na krytykę, nie wpływa to na twoją samoocenę, bo wiesz jaka jesteś, co wiesz, czego nie wiesz, a czego potrzebujesz się nauczyć; 6/ nie próbujesz celowo krytykować innych ludzi, nawet jak mają inne zdania, jednakowoż w asertywny sposób przypominasz o zadaniach i jesteś w porządku. Z szacunkiem, w konstruktywny, wzmacniający sposób komunikujesz się z innymi; 7/ nie ulegasz wpływom grupy, nie szukasz na siłę akceptacji, aprobaty, zawsze możesz odważnie komunikować swoje zdanie. Już wiesz, czym jest inteligencja emocjonalna? A przecież emocje to raj kobiet. To my się w nich odnajdujemy, rozumiemy je, umiemy łagodzić i tonować, to my mamy dar emocjonalnej intuicji, przewidywania konsekwencji, choć cały czas uczymy się nad nimi panować, nazywać je i przekierowywać we właściwych, służących wszystkim kierunkach. Na zakończenie zdradzę Ci pewien sekret. Wiesz, dlaczego tak wiele kobiet ciągle jeszcze spotyka się z trudnymi sytuacjami w zarządzaniu? Jest wiele przyczyn, choć niewątpliwie jedną z nich może być przybieranie męskiego, zadaniowego, zbyt surowego w wydaniu kobiet stylu zarządzania. Kobiety są wspaniałymi szefami, zwłaszcza wtedy kiedy są sobą i wykorzystują swoje najlepsze cechy: i płci, i inteligencji, i osobiste. A menedżerskie? Te miękkie są łatwiejsze niż przypuszczasz. Komunikacja, motywowanie, delegowanie, coachingowe zarządzanie. Zapewniam Cię, wszystko w Twoim zasięgu. Powodzenia!
i wtedy wchodzi on cały na biało